top of page

Jak menedżer energetyki został autorem thrillera

  • 2 mar
  • 2 minut(y) czytania

Nie planowałem zostać pisarzem. Przez większość dorosłego życia byłem kimś zupełnie innym: inżynierem, menedżerem, człowiekiem od kontraktów i negocjacji w sektorze energetycznym. Jak więc trafiłem do świata, w którym zamiast ofert handlowych pisze się powieści? To dłuższa historia — i właśnie o niej jest ten tekst.

Najpierw była technika

Jestem absolwentem Politechniki Warszawskiej. W 2004 roku obroniłem doktorat z nauk technicznych na Wydziale Elektrycznym, później zrobiłem Executive MBA na University of Illinois. Na papierze: ścieżka czystego inżyniera i menedżera. Żadnego śladu literatury.

Od 2003 roku pracowałem w sektorze elektroenergetycznym — zaczynałem od sprzedaży, z czasem doszedłem do stanowisk kierowniczych. To nie jest branża, o której pisze się powieści. A jednak.

Co naprawdę widziałem

Ludzie wyobrażają sobie energetykę jako świat kabli, transformatorów i tabelek. Częściowo to prawda. Ale jest też druga strona — ta, której nie widać z zewnątrz.

Przez lata byłem w środku negocjacji, w których stawką nie były miliony, tylko miliardy. Siadałem do stołów, przy których zapadały decyzje wpływające na całe rynki. Poznałem ludzi, dla których lojalność była towarem, a uprzejmość — narzędziem. Widziałem, jak luksus bywa zasłoną, a elegancka kolacja — polem gry o najwyższą stawkę.

Tych historii nie da się opowiedzieć w prezentacji dla zarządu. Nie zmieszczą się w raporcie branżowym. A jednak zostawały mi w głowie — rok za rokiem, rozmowa za rozmową.

Moment, w którym to się zaczęło

W pewnym momencie zrozumiałem, że mam w głowie materiał na powieść. Nie pamiętnik — bo pamiętnik wskazywałby palcem, a tego nie chciałem i nie mogłem. Ale fikcję, która mówi prawdę o pewnym świecie, nie demaskując konkretnych ludzi.

Fikcja okazała się jedyną formą, w której mogłem być w pełni szczery.

Dlaczego thriller, a nie poradnik

Mogłem napisać książkę branżową — „jak działa rynek energii". Pewnie sprzedałaby się kilkuset specjalistom. Ale prawda o tym świecie nie leży w wykresach. Leży w ludziach: w ich ambicjach, lękach, kompromisach. A o ludziach najlepiej opowiada się przez historię, napięcie, emocje.

Dlatego powstała „Nadkobieta" — thriller polityczno-biznesowy, który zabiera czytelnika tam, gdzie naprawdę zapadają decyzje. Akcja toczy się w świecie energetyki i wywiadów, między Warszawą, Moskwą a luksusowymi kurortami Europy. Fabuła jest fikcją. Ale każdy, kto zna tę branżę, rozpozna w niej coś prawdziwego.

Czego nauczyło mnie pisanie

Dziś wiem jedno: najgroźniejsze tajemnice nie kryją się w sejfach służb specjalnych. Kryją się w ludzkich emocjach — i to one napędzają zarówno prawdziwy świat energetyki, jak i moją powieść.

Jeśli chcesz poznać ten świat od środka — „Nadkobieta" jest tutaj.

 
 
 

Komentarze


bottom of page